Jerzy Geniusz

Wspomnij

Zdarza się czasami pod jesień - powtórnie zakwita bez... Dlaczego tak się dzieje - spróbuj odgadnąć.

Znasz radość nagłą, gdy pękają supły gordyjskiego węzła - i powiadasz: nic w tym dziwnego, choć ciężki zawisł listopad...

I śmiech dziecka w gwiaździste niebo, i wonna rosa osiadająca na gruzowisku - i radosny świat obudzony dzwoneczkami...

Ptakom zwrócono głos, w sercach zatlił się ogień, maj się rozścielił po ziemi, zawirowała gwałtownie krew, w oczach młodzieńczy błysk, połączyły się pięści - lżej już iść, właściwie, donikąd - a żyć jednak warto.

Kiedy się zdaje, że wszystko ma swój kres, choć w butach, to ślad bosy znaczy drogę krwią. Niebo bielmem mgły zaszło, płoną spieczone wargi, kark zgięty jesienną duhą opływa potem, i zanika twój ślad, a przed tobą piachem zasypany szlak - to chciałbyś już na wieki uśpić swoje oczy. Wspomnij wtedy dziwny czas kwitnienia bzów...

Kiedy ci kark ugną ciężarem ponad ludzkie siły, nie ciało już a onuca oddech twój stłumiła, spętała ręce, uśmierciła drętwotą piersi. I ciało twe zbutwiało, pleśń pokryła ból, śmiech jeszcze słyszysz swego wroga, dźwięczy srebrnikiem przyjaciel, bagna gnój dokoła i pomocy znikąd a tylko czas się znęca - przypomnij wtedy, jak to w życiu bywa, kiedyś przecież zakwitnie bez...

I głowę raz jeszcze unieś, idź dalej - wszak żyć trzeba!




Źródło: Jerzy Geniusz. Na początku było tylko słowo... Białystok, Klub ZLP, 1981.
Tłumaczenie: Jan Leończuk

Беларуская Палічка: http://knihi.com