Statek-widmo przez morza mknie,
Choć zgasło światło Aldebaranu
- W gwiazd posiewie, w rosie i mgle
Szlak jego wiedzie w dal oceanu...
Wanty śpiewają! Wanty śpiewają!
Holendrzy perły rabują pudami,
Uginają się konie pod skarbami,
Przy złotych przęślicach ich żony siedzą,
A świnie ze srebrnych koryt tam jedzą!
Zacisną się wkoło mej szyi korale,
Ślubny wianek głowę mą biedną przygniecie.
Niczego ja nie chcę, skoro morskie fale
Statek pochłonęły i wy nie żyjecie!
Tak na zawsze skryły głębokie odmęty
Przede mną, nieszczęsną, i przed ich ojcami
Odwagę, sumienie i ów gniew zawzięty,
Co wiódł ich do walki z ojczyzny wrogami...
Gdzieżeś, ukochany? O, jak serce tęskni!
Gdybym w twe raz jeszcze oczy spojrzeć mogła,
W których czułość dla mnie, w których błysk zwycięski
Niby stal przerażał zawziętego wroga!
Kto je dziś pamięta? Boże, wielki Boże!
Oto wszystko płonie i naród nasz ginie...
O, sercu tak bliska, miła mi ojczyzno,
Nie włożę na głowę mego z ruty wianka!
Jeśli nie ma jego, wezmę ślub z trucizną.
Żegnaj mi, ziemio! Jam jego kochanka!
Jaki ból w mym ciele, lecz umrę bez skargi.
Pośpiesz się, kochany, przez wszystkich mórz fale,
By mnie pocałować w martwiejące wargi!
Koniec... To już koniec...
Dom ten opuścić racz, dostojny mój panie!
Tam konie czekają, rozsyła się wici -
A tutaj żałoba i łzy, choć świtanie,
Żałoba i smutek po tych, co zabici.
Statek przez morza mknie w czarodziejskim śnie,
Od trzystu lat nie mamy spokoju.
Niechaj dziewczyna nie czeka na mnie,
Niech mirt zasuszy, który czeka mnie -
My nie wrócimy nigdy do domu...